poniedziałek, 16 lutego 2015

Spacer po pięciu parkach

Jak już pewnie się domyśliliście po przeczytaniu tytułu, mieliśmy trochę aktywności ostatnio. W dzień zakochanych wyruszyliśmy na wyprawę przez pięć wrocławskich parków. Tym razem w trochę innym niż zwykle kierunku, bo aż do Leśnicy- na drugi koniec miasta. 


Skąd pomysł na taki spacer? W sumie, z tego co pamiętam, to wyjście zaproponował Bartek (od Reagana) sugerując zwiedzenie trzech parków. Potem wyszło, że przecież można by było jeszcze pójść do tych, które są po drodze do domu. Idea się przyjęła, plan podróży sporządzony, więc można było wyruszyć w drogę. 

Jak to zwykle z nami bywa, zbiórka na wyjście o 9.00. Punktualnie stawiły się wszystkie trzy pary, w tym my (!), co należy do rzadkości, bo lubię sobie pospać  :-) 

Po zgrupowaniu i dojściu na przystanek, ruszyliśmy tramwajem ku przygodzie! Pierwszy park na liście- Park Złotnicki. Piesy jak zwykle podekscytowane, pełne pozytywne energii były wszędzie. Każdy kępka trawy, każdy krzaczek, każda ławka musiała zostać obwąchana. Wszystko oczywiście biegiem, bo nie daj Boże nam gdzieś zapach ucieknie.

Magiczny mostek, który się trząsł jak się po nim szło... tak bardzo się nie bałam <3

Mordka: Rzuć ten kijek, proszę!

Wąchaj, jakby jutro miało nie być!
Takie widoki w Złotnickim. Całkiem ładnie, nie uważacie?
Park zwiedzony został z każdej strony, pora przyszła na kolejny. Tak oto ruszyliśmy w dalszą drogę ku Parkowi Leśnickiemu, a potem Stabłowickiemu, bowiem żaden nas nie ominie!

Człap, człap kolejnym mostkiem do celu. 
W prawo czy w lewo, czyli dylematy psa
 Radości psów nie było końca, a nas, przynajmniej mnie (panowie nie chcieli się przyznać), nogi już bolały, a tu jeszcze dwa parki przed nami. Wtedy podjęliśmy decyzję... wsiadamy w autobus i podjeżdżamy do Pilczyckiego. 

Nitro: Mówisz, że jedziemy autobusem do następnego parku. Czemu mnie to nie dziwi?

 W dwóch ostatnich parkach, Pilczyckim i Zachodnim, nie było już takiego szału u psów, ale było małe wow! Psy już zmęczone i tak ganiały dalej, wąchały co się da, jadły co się da (Reagan) i ogólnie były sobą. 




A to Reagan i jego wystający kieł :-)


 Dzień minął nam jak trzeba. Wszyscy wrócili zadowoleni i zmęczeni. Przeszliśmy długą drogę, każdy park wzdłuż i wszerz, a nawet na około ;-) Pogoda dopisała i pozwoliła na wspaniały spacer. Najważniejsze, udowodniliśmy sami sobie, że możemy zwiedzić pięć parków w ciągu jednego dnia! Trasa podróży wyglądała mniej więcej tak: 


 Na następny weekend planujemy już kolejny wypad. Nitro nie wiem jeszcze co go czeka, ale coś czuję, że się ucieszy :-)
A to moje ulubione zdjęcie z wycieczki. Miny psów są boskie :-) Aż ciężko powiedzieć, które zrobiło lepszą!


Pozdrawiamy

Ola&Nitro

5 komentarzy:

  1. Nogi bolą od samego czytania i patrzenia na mapkę :) Moja geriatria nie dałaby rady... już nie te łapy :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, niezła wycieczka. Kto by pomyślał, że w mieście można się aż tyle nachodzić. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałabym, żeby u nas takie wycieczki w ogóle były możliwe. Myślę, że dla Emeta byłaby to bardziej męczarnia, gdyby musiał spędzić tyle czasu na smyczy, bo o puszczeniu w mieście mogę pomarzyć. Wiem, zawsze będę na to narzekać.
    Ostatnie zdjęcie i te miny są świetne :D.

    OdpowiedzUsuń
  4. no i super! aktywnosc to podstawa szczescia ;) nie ma to jak sie dotlenic i pozwiedzac przy okazji ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowne zdjęcia. Dużo aktywności :).

    H&F

    OdpowiedzUsuń