czwartek, 18 czerwca 2015

Miesięczne podsumowanie!


W natłoku zajęć i obowiązków ledwo znajduję czas na odpoczynek. Uczelnia, praca, wyjazdy, treningi, remont. Wszystko to, jak na złość, postanowiło mi teraz popalić. Ciężko jest mi coś odpuścić lub wykonać coś tylko w połowie. Dotyczy to również psiaków- tu nic nie jest robione na szybko.

Dość długo nie pisałam, ale nie oznacza to, że nic się w naszym pieskowym życiu nie działo! Robiliśmy postępy, zdarzały się również kroki w tył. Planujemy kolejne wycieczki, kolejne nauki i kolejne przygotowania, ale o tym wszystkim niżej... :-) 



Bilans ostatniego miesiąca jest dość obiecujący. Psiaki mi się coraz lepiej ze sobą dogadują. Wspólne jedzenie już nie stanowi problemu. Nie było żadnego nieporozumienia między nimi. Śpią obok siebie, chodzą obok siebie. Halinka cały czas podąża za Nitrem jak za guru oraz podpatruje jego zachowania. Dziewczyna już załapała aportowanie, które z Nitro tłukłam prawie 3 lata! Nie ma problemu ze skupianiem się na mnie gdy mam piłkę albo smakołyk w ręce. Psy, mijane na ulicy, ignoruje. Gorzej jest z tymi, które podlatują do niej podekscytowane. Halinka wtedy też się ekscytuje i muszę ja odwoływać. Dziewczyna lata coraz częściej na lince luzem. Odwołanie jest coraz lepsze. Przy pierwszej komendzie Halinka przybiega w podskokach! Jednak dzieje się tak, gdy w pobliżu nie ma żadnego z poniższych elementów: 

      1. piłek tenisowych
      2. wody (rzeki, jeziorka)
      3. wiewiórek
      4. dzieci

Piłki i wiewiórki Halinka mi pięknie wystawia. Przy paru komendach (przeważnie dochodzi do 5) jest w stanie się na mnie skupić, podejść i pójść dalej. Numer 2 i 4 na liście stanowi wyzwanie. Na widok wody ciągnie tak bardzo, że ledwo jestem w stanie ją zatrzymać. Pracujemy jednak nad tym parę razy w tygodniu i teraz już wie, że ma usiąść przed wejściem. Ten moment, kiedy siedzi, jest nagradzany, jak trochę zejdą emocje, pozwalam jej dopiero wejść. Czuję, że dużo czasu nam na tym zejdzie, ale podołamy wyzwaniu! Jeśli chodzi o dzieci... Halinka je kocha. Kocha je całym serce, całą sobą! Co ciekawe, na dorosłych potrafi skakać z radości, na dzieci nigdy mi jeszcze nie skoczyła. Podchodzi merdając ogonem, nie wpada na nie, staje przy nich i cieszy się z ich obecności. Mieszkamy obok dwóch przedszkoli i żłobka, więc staram się wychodzić tak żeby wpadać na jak najmniejszą liczbę dzieciaków. Nie chcę żeby zaczepiała mi kogokolwiek na ulicy. Jednak wiecie jak to jest... Dzieci podbiegają do Haliny i Nitra,a na to magiczne "pieski, PIESKI!" z reguły rodzice reagują różnie... Część z nich pozwala podejść, część ucieka gdzie pieprz rośnie widząc amstaffa. 
Ten drugi typ człowieka obrzuca mnie takim spojrzeniem jakby miała śmierdzącą kupę przypięta do smyczy... a to tylko kochana Halinka :-) Nie obwiniam ich za to, ale cały czas muszę się przyzwyczajać do takich spojrzeń. Co do odwołania przy dzieciach... bywa różnie w zależności od zachowania dziecka (i rodzica).
Halinkowy wygląd przyczynia się niestety do tego, że wszystkim nam oberwało się parę razy. Jak zapewne wiecie, pies odczuwa emocje właściciela. Idąc tą drogą... jeśli człowiek się zestresuje, czworonóg również... Z moimi dwoma cielątkami muszę zachowywać wewnętrzny spokój. Idzie mi to dobrze, wręcz przeszłam samą siebie kiedy to 3 razy zdarzyło mi się zostać złapaną za spodnie i but przez... yorki i westa. Takie życie, nie obwiniam nikogo, bo ja też pewnie bym się trochę zlękła widząc idące w moja stronę dwa psy. Jednak zawsze jest to przysłowiowe "ale". Jak widzę psa, obojętnie jakiego, moje Pupile odwołuję do nogi (prawej) i schodzę jak najdalej na prawą stronę.  Jak idziemy na spacerze to skupiam je na sobie, jak biegamy to mówię do nich "prosto" żeby skupiły się na kierunku bez zmiany tempa biegu. Dystans w takiej sytuacji pozwala na zachowanie większego poczucia komfortu i zachowania spokoju. Psiaki po mijaniu idą lub biegną dalej w swoją stronę. Takiego zachowania spodziewam się również od drugie strony. Korona z głowy jeszcze nikomu nie spadła po odwołaniu psa, po wzięciu go na krótszą smycz, po zejściu na drugi koniec chodnika. Sytuacja kiedy dostałam była taka, że zeszłam z chodnika, bo druga strona jedyne co zrobiła to obrzuciła mnie gniewnych spojrzeniem i została na środku przejścia. Pies owych osób wybieg do przodu złapał mnie za buta, ja zostałam w tyle, a psy szły dalej prosto w ogóle nie zdając sobie sprawy z tego co się stało. Nic nie mówię takim ludziom, tylko idę robię swoje, bo wiem, że bym się zdenerwowała, a to nie jest mi ani psom potrzebne... jednak kiedy usłyszałam od Pani, której pies złapał mnie za buta i zrobił w nim, jak się w domu okazało, dziurę, że mam tędy nie biegać z tymi bydlakami, bo Ona tędy idzie i że mam iść drugą stroną ulicy, to się we mnie zagotowało! Na szczęście, nie wytrąciło mnie to z równowagi, ale pozwoliło zrobić dodatkowe kilometry przez tą złość. Uwagę, puściłam mimo uszu... 
Miewamy też akcje, gdzie pies podbiega do Haliny, skacze na nią, a Właściciel nie jest w stanie go odwołać, musi po niego biec! Takich sytuacji miałam parę. Przeważnie Nitro wkraczał do akcji i stawał w obronie, kiedy ja odciągałam Dziewczynę. Zdarzało się, że ja odganiałam psa od Halinki, który się na nią akurat rzucał. Tak oto, obydwoje obrywali od  psów szukających zwady, którym uwaga(!) nie po zajściu się nie stało! Nitro dostał w klatkę piersiową (dwie dość głębokie szramy po kłach), Halinka dwa razy w oko i obtłuczone tylne nogi tak, że miała problem z chodzeniem przez parę dni. To jednak nic w porównaniu do tego co ja się nasłuchałam od Właścicieli.... Nie wiem czy wiecie, ale to moja wina. Moja wina, że psy były przy mnie (Halina zawsze na smyczy, Nitro różnie), że tamten podleciał, że moje oberwały...  Przecież jakby mnie nie było to by nie doszło do takiej sytuacji! Przecież to takie logiczne.... Czemu ja na to nie wpadłam? 
A teraz coś odnośnie planów. Cały czas biegamy. Kondycja rośnie u obu psiaków, cieszy mnie to bardzo! Halinka zaczyna łapać powoli niektóre rzeczy. Umie wskakiwać na oponę, chodzić po nich i przechodzić pod, do tego przeskakiwanie przez przeszkody, chodzenie po murku i wspinanie się na drzewa. Nitro ciśniemy na długość pokonanych kilometrów. Leci nam dobrze. Na 5 km wyciskamy czas poniżej 25 minut. Dziś zrobiliśmy dłuższy dystans, trzasnęło nam prawie 9 na liczniku w czasie 52 minuty. Rozkręcamy się powoli! Pamiętam jak ledwo przebiegał 5 w jednym, żywym tempie, a teraz takie coś :-) I najważniejsze... widzę, że wtedy jest w swoim żywiole! Halina miała problem z przebiegnięciem tego dystansu. Jednak jeśli o nią chodzi, to dla mnie nie jest to aż tak ważne.  Halinkowe zajęcie będzie polegało na czymś innym! Myślę, że znalazłam odpowiednią aktywność, która pozwoli się jej pozbyć energii! :-) O tym jednak później! 



Psy mi się wyłączyły, a ja mam chwilę odpoczynku (o dziwo!). 


Halin i skupienie na żelce :-) 
Wspólna aktywność zbliża... a jak fajnie jest jak można coś rozwalić! :-) 
Pozdrowienia dla Wszystkich, którzy dotrwali do końca! :-) 
Jak Wasze psiaki znoszą upały? Macie jakieś skuteczne metody na ulżenie im? Dzielcie się pomysłami, a ja lecę dalej ogarniać swoje zadania! Do usłyszenia! 

pozdrawiamy
Ola&Nitro&Halinka

6 komentarzy:

  1. fajnie, że się jakoś dogadują :D u nas działa podczas biegania/ treningu jasna koszulka bawełniana wymoczona w lodowatej wodzie. Jak wysycha nadal jest lepsza niż czarne futro Gira.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie jestem pewna tej koszulki. Rok temu robiłam tak Nitrowi i dyszał w niej bardziej niż bez. Myślałam nad tą kamizelką, ale nie jestem do niej przekonana niestety....

      pzdr
      O&N&H

      Usuń
  2. Najważniejsze, że idziecie do przodu, jest super :). Bardzo dobry macie czas biegania, my to raczej na spokojnie :D.
    Ah te upały, Emet męczy się bardzo szybko, zaczęłam go badać w tym kierunku ale wszystko trochę kosztuje. Na razie chcę kupić kamizelkę chłodzącą tylko czekam na dostawę, bo nie możemy nawet iść na normalny spacer, bo po 10 minutach się kładzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wybieram taką porę na bieganie żeby psom było jak najchłodniej. Teraz latem, przeważnie jest to albo 7 rano (ewentualnie wcześniej) albo po 22. Czas całkiem dobry, bo mam dwa ciągniki do siebie przyczepione ;-) Sama wykręcam gorsze czasy, psiaki mi pomagają i to bardzo!
      Emet jest w większości czarny, więc nie ma co się dziwić. Ja skróciłam spacery popołudniowe do koniecznego 20 minutowego spaceru i nie więcej w dużym upale. Długie przypadają na rano i wieczór gdzie psy mi jeszcze aż tak nie zdychają z gorąca.

      pzdr
      O&N&H

      Usuń
  3. Cieszę się, że układa wam się współpraca i wspólne życie! ;)) i po prostu nie wierze w ludzi, którzy puszczają swoje psy luzem jeśli wiedzą, że nie są w stanie ich przywołać do siebie, nie ważne czy jest to pies ważący 5 czy 50 kg, jeśli nie jesteś w stanie go przywołać to po jakiego grzyba puszczasz tego psa luzem gdzie są inne, które tak jak Twoje są albo na smyczy albo masz 100% pewności, że Nitro wróci na jedną komendę. (Czego bardzo Ci gratuluję i zazdroszczę! ;)) ) OK, Bruno (spaniel. 9miesięcy) też nie zawsze wróci do mnie jak zajmie się jakąś kaczką czy samym piórkiem, ale biega luzem jak park jest pusty i nie ma nikogo kto by go zaczepił. Mam nadzieję, że nie spotka Was więcej takich przykrych sytuacji.
    Pozdrowienia Ola i Bruno! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najgorsze jest to, że do niektórych właścicieli nie dociera, że to oni powinni mieć swego pupila na smyczy i chodzić drugą stroną chodnika niż TY.
    I przecież on jest taki mały i nic nie zrobi .... jak ja to słyszę to krew mi się gotuje.
    Fajnie, że między psiakami wszystko sie układa :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń