poniedziałek, 6 października 2014

Dla wybranych

źródło internet
Z Wrocławskim Schroniskiem miałam niewiele wspólnego w swoim życiu. Raptem zagościłam tam góra z pięć-sześć razy, w tym dwa pojechałam po psa. Czy jednak ten mój bardzo skromny bilans dyskwalifikuje mnie jako osobę, która chciałaby zostać wolontariuszem? Czy to oznacza, że nie należy mi się zwykłe "dziękuję"? 

Schronisko jest instytucją samorządową, która ma na celu pomaganie porzuconym, zaniedbanym i trzymanym w złych warunkach zwierzętom. Istnieje możliwość, że również Ty, każdy z nas, może pomóc pupilom. Istnieją internetowe adopcje, wolontariat, pomoc rzeczowa i niematerialna. Popieram wszelaką inicjatywę dla bezdomnych zwierzęt, sama również chciałam pomagać, ale niestety nie było mi to dane. Moje przygody z Wrocławskim Schroniskiem za każdym razem okazywały się bezowocne. Nie rozpatruję tutaj pikniku "Moda na Kundelka". Chodzi mi o sytuacje gdy przyniosłam zabawki dla psiaków i gdy chciałam zostać wolontariuszem. 

Za pierwszym razem gdy przywiozłam akcesoria dla czworonogów nie wiedziałam gdzie je dać i komu. Żadnej wiadomości o miejscu składania rzeczy, nic, zero. Informacji udzielił mi Pan kończący palić w przykrótkiej koszulce- wskazał mi kierunek palcem i odrzekł "tam". Ok, ponieważ od razu byłam na miejscu to chciałam się dowiedzieć jak wygląda sprawa z wolontariatem. Zaprowadzona przez tego samego Pana dostałam się do gabinetu Pani dyrektor, która zdziwiona moim widokiem o mało nie poparzyła sobie palców starając się jak najszybciej zgasić papierosa. Przymknęłam na to oko, bo nie przyszłam jej zwracać uwagi, że zachowuje się mało profesjonalnie. Dowiedziałam się natomiast od niej, że zebranie odnośnie wolontariatu odbędzie się we wrześniu i, że trzeba wyszukiwać informacji na stronie schroniska. Ostatecznie wyszłam zła, bo nie dowiedziałam się niczego konkretnego, bo nie podziękowano mi za pomoc rzeczową chociażby zwykłym "dzięki" czy nawet uśmiechem, a spędziłam tam z 30 minut. Byłam zniechęcona do jakiejkolwiek dalszej pomocy, nawet zaczęłam się zastanawiać czy chciałabym być tam wolontariuszem. 
Po paru dniach przemyślałam jednak sytuację i czekałam na info odnośnie wolontariatu, a tu przez cały wrzesień żadnej wzmianki, żadnej notki czy chociażby skrawka informacji. Napisałam, więc w czwartek, czyli drugiego października na FB do wolontariuszy, którzy prowadzą stronę schroniska, czy wiadomo co z tym zebraniem.  Taką odpowiedź dostałam: 


Krótko, zwięźle i na temat. Mam tylko małe pytanie, gdzie w takim razie była jakakolwiek wzmianka o wolontariacie i dla kogo ona była przeznaczona? Może żeby pomagać zwierzętom trzeba mieć jakieś znajomości w schronie? Pomijam już, że po raz kolejny ludzie pracujący tam nie okazali za krzty kultury odnośnie osoby chcącej pomoc. Nie liczę na to, że od razu będą mnie nosić na rękach, ale zwykłe "dzień dobry" by nikogo nie zabiło!
Może ja mam tylko takiego pecha, że tylko ja tam jestem tak traktowana? Może tym ludziom już nie zależy i jest im wszystko jedno? Może w innych schroniskach też tak jest? Jedno jest pewne, jeśli chcesz pomóc tym zwierzakom to najlepiej adoptuj jedno z nich. Z pomocą rzeczową nie wiesz co się stanie, materialna może być wydana na Bóg wie co, to samo tyczy się adopcji internetowej, a wolontariat, jak się okazało jest tylko dla wybranych. 

pzdr
Ola&Nitro

8 komentarzy:

  1. Przykro to czytać. Niestety, mimo że od jakiegoś czasu żyjemy w epoce szybkiego dostępu do informacji i mediów społecznościowych wiele instytucji tkwi zarówno w kwestii procedur, jak i kultury bycia w poprzedniej epoce. Adopcja zresztą też nie jest taka prosta: ostatnio słyszałam opowieść o tym, jak osoba z miasta X pojechała do schroniska w mieści y, chcąc zaadoptować psa, które widziała na Facebooku. Umówiła się w tym celu na spotkanie w opiekującym się psem wolontariuszem na konkretny dzień i godzinę. Niestety, kiedy już znalazła się na miejscu wolontariusza nie było, nikt nie wiedział, że ma przyjechać, pies okazał się 3-4 lata starszy, niż była mowa wcześniej, a obecna na miejscu pani psi psycholog tak krytykowała przyszłego psiego rodzica podczas zapoznawczego spaceru, że... Osoba przestraszyła się adopcji i wróciła do domu bez psiaka. :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ola bycie wolontariuszem w schronisku to nie jest "łatwy chleb". Nie można liczyć na dobre słowo, jeżeli chce się to robić to tylko ze względu na psiaki. A to, że pracownicy schroniska zniechęcają do adopcji wynika z tego, że psy często wracają z adopcji, bo czworonóg nie spełnił oczekiwań nowego właściciela. Przyszły właściciel "psa po przejściach" musi mieć pewną wiedzę i determinację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaję sobie sprawę z tego, że ta robota nie należy do najłatwiejszych, ale daje dużo satysfakcji. Dlatego też chciałam zostać wolontariuszem, lecz niestety nie było mi to dane.
      Do adopcji we Wrocławskim Schronie nikt nie zniechęca. Ludzie tam pracujący udzielają Ci z przyjemnością wszelkich informacji, o ile jakiegoś tam wtedy znajdziesz.

      pzdr

      Usuń
    2. Oj, ja mam też niemiłe doświadczenie z Panią Kierownik (to a propos psów wracających z adopcji). Jak się okazało, że Bona kuleje na tylną łapę chciałam się dowiedzieć czegoś więcej na ten temat, myślałam, że w schronie będą mieli jakąś dokumentację od weta albo chociaż notatkę na temat tej łapy (wcześniej na stronie schronu była informacja, że pies kulał, ale już wszystko jest OK). Zadzwoniłam więc do schronu, przedstawiłam się, powiedziałam, że dzwonię w sprawie Bony, bo mam pewien problem, a kierowniczka do mnie z tekstem w stylu: "i co, pies jest niegrzeczny, tak? Niszczy w domu, tak? i jest już problem?". Zamarłam na chwilę (dosłownie nie wiedziałam czy mam to komentować). Wzięłam więc głęboki oddech i powiedziałam, że owszem, niszczy i jest niegrzeczny, ale to akurat jest najmniejszy problem w tym momencie. Nic się niestety nie dowiedziałam na temat łapy psa, ale chyba Pani kierownik trochę zrobiło się głupio, że się nie zastanowiła co mówi ;-)
      Rzeczywiście psy wracają z adopcji bardzo często i stąd chyba nastawienie pracowników do wszystkich osób, które chcą pomóc. Może myślą, że to tylko na chwilę, a za tydzień Ci się odwidzi?

      Usuń
    3. Jako wolotanriuszka w schronisku przyznaję, że praca jest ciężka, wcale nie daje aż tyle satysfakcji i niestety bywa bardzo bardzo smutno,że aż brak słów. Przykro mi ze masz takie doświadczenia. Niestety ja tez widzę że wolontariuszy często źle i po prostu chamsko się traktuje. I zupelnie nie wiem czemu tak się dzięje :( Czy to na prawdę taki problem zeby czlowieka nie mieszać z błotem i docenić że każda chęc pomocy jest bardzo cenna ? :( Mam nadzieję ze Ci się uda znaleźć sposob żeby pomoc zwierzakom a przy okazji mam nadzieje ze nie będzie Cie nikt tak traktowal.

      Usuń
  3. Szkoda, że takie rzeczy dzieją się w schroniskach. Przecież tam każda para rąk powinna być mile widziana żeby chociaż troszkę uszczęśliwić zwierzaki. U nas wolontariat jakoś się ciągnie,co prawda jest traktowany bardziej jako ciężka praca nie zawsze na moje siły, oczywiście bez przymusu ale jakoś tak chce się pomagać tym mordkom...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, niektórym się chce, a nie mogą. Pomoc jest czysto bezinteresowna, a niektórzy nie chcą jej przyjąć. Nie wiem tylko czemu?

      pzdr

      Usuń
  4. Nie wiem, może pracując w schronisku trzeba przyjąć trochę obojętną postawę. Jak już wcześniej wspomniano, to nie jest "łatwy chleb" i rzeczywiście trzeba stać się odpornym na różne widoki. Nie mówię tu o znieczulicy, ale o tym, żeby się przesadnie nad wszystkim nie rozczulać. Może kierowniczka wrocławskiego schronu opanowała tą umiejętność już do perfekcji albo... do przesady ;-) U nas też kierowniczka ma twardy tyłek i nie należy do najprzyjemniejszych osób (przynajmniej w pracy, nie wiem jak prywatnie), ale na szczęście mi to nie przeszkadzało, kiedy odwiedzałam schronisko - raczej byłam na to gotowa. Natomiast jedna z pracownic, która mieszka niedaleko mnie i często się widujemy, jest zupełnie inna - ciepła, życzliwa, zawsze podziękuje nawet za głupią szczotkę, którą kiedyś dałam jej dla schroniska :-) Z wolontariuszami też nie ma problemu - są chętni do współpracy, zawsze rzeczowo odpowiadają na pytania, kiedy próbuję się czegoś dowiedzieć np przez FB. Może trzeba trochę bardziej twardo do tego podejść i nie zniechęcać się od razu? Przyjmij ich postawę ;-)

    OdpowiedzUsuń