piątek, 3 marca 2017

Korgousze


Korgousze... To jak to z nim było? Cóż, w głowie urodziła się myśl żeby wziąć kota. I w sumie, niedługo trzeba było czekać ;-) 

Pomysł z kotem zrodził się, w sumie nie wiem jak i dlaczego. Zwyczajnie się pojawił. Z tym, że ten kot to nie mógł być byle który kot. Od R. dostałam tylko informację, że zwierzak ma nie mieć oka. Dlaczego? Lepiej nie pytać, tylko przyjąć do wiadomości ten warunek. 
Tak oto zaczęłam szukać kota bez oka. Nic nie znalazłam, aż pewnego dnia pojawiło się ogłoszenie. Kotek, dwa lata, może mieszkać z psami... i najważniejsze, spełniał warunek. Pirata, bo tak został nazwany przez wolontariuszki z "Oleśnickich Bid", odwiedziliśmy 6 stycznia. Duży, puchaty, miziasty kocur. Pierwsze spojrzenie i już był nasz! Parę dni później miał zabieg kastracji, potem mogliśmy po Niego pojechać i zabrać do domu. 


Został nazwany Korgousze. Ja mówię na Niego Korgo. Chłopak jest mądry, uczy się czego nie wolno, a co może. Ładnie kuwetuje, potrafi się bawić zabawkami. Czasem poluje na psie ogony, a jak przegnie to czworonogi dają mu to do zrozumienia. Jak trzeba to przyjdzie i się położy obok, przy ewentualnie na człowieku. Na starość jak już nie będzie tak wariować to będzie kochanym przytulakiem. Nie zrozumcie mnie źle, teraz też jest tylko trochę mniej ;-) 


Korgo pozdrawia, a my razem z Nim :-) 

PS Balbus został z rodzicami. Jest teraz rozpieszczonym jedynakiem <3 

pzdr
OK

1 komentarz:

  1. Moje dwa kociaki też zostały u mamy :)
    Ciekawa sprawa z tym warunkiem, że bez oka :D Ale doceniam gest pomocy takiemu zwierzakowi- chwali się ;)

    OdpowiedzUsuń