piątek, 3 lipca 2015

"On nic nie zrobi!"

Tak to już jest u Nas w kraju... i pewnie nie tylko u Nas, że wszyscy mają te same prawa, ale i tak są równi i równiejsi wśród Nas. Nauczona doświadczeniem po Nitrze nie wnikam w różnego typu wymiany zdań. Jednak jest jedna rzecz, której nie lubię, ale po części ją rozumiem. "Mój pies może ganiać luzem, to z Pani psem jest problem!" 
Temat odwołania można podzielić na parę podrozdziałów. Można o tym pisać i pisać. Każdy aspekt jest ważny, począwszy od technik przywołania, po miejsca gdzie psa można odpiąć, czy kiedy psy należy od siebie odwoływać, a kiedy mogą do siebie podejść. Dzisiaj skupię się na czworonogach nieodwołalnych, siejących zamęt i zamieszanie. 



Każdy z Nas kocha swoje psy. Wiem, że każdy z Nas chce dla nich jak najlepiej i każdy stara się skupiać na ich pozytywnych zachowaniach. Jak dochodzi do nieporozumienia między psami albo mamy do czynienia z sygnałem od drugiego psa, którego nie rozumiemy i w panice odciągamy psa, to zazwyczaj wina spada na psa osoby obcej. 
Ja jednak nie pozwalam Nitro i Halinie podchodzić do określonych Podopiecznych. Lepiej chuchać na zimne. Halinie pozwalam podejść jako drugiej, zawsze!, bo ma jeszcze problemy z ekscytacją. Często wołam oba psiaki i idą one przy mojej nodze, tak żeby na spokojnie ominąć psa idącego z naprzeciwka albo biegnącego wprost na moje. Większość właścicieli jednak tego nie rozumie, bo czemu przecież ich piesek nie mógłby podejść się przywitać skoro jest grzeczny? 
Tak oto grzeczne pieski, biegające bez kontroli po parkach czy osiedlach, wywołują zamieszanie, a ja tylko słucham jak zły jest ten czy inny psiak. Ostatnio miałam 3 podbramkowe sytuacje. W dwóch przypadkach swoje psy odwołałam, w ostatnim odciągałam je mając nadzieję, że druga osoba również to zrobi. Udało jej się to jednak za drugim-trzecim razem. Dopiero wtedy szarpnęła smyczą tak mocno żeby odciągnąć czworonoga. 






Wszystkie te psy normalnie biegają luzem i nie są odwołalne nawet w 70%. Do Właścicieli przychodzą po 4 przywołaniu najmniej. Jednak każda z tych osób twierdzi, że ich psiak jest pozytywny i nie zaczepia innych. Tej kwestii nie neguję. Może faktycznie tak jest? Jednak podobnie jak w naszym, dwunożnym świecie, w świecie psów istnieje pewnego rodzaju hierarchia.  Nie chodzi mi o teorię dominacji, chodzi o pozycję w grupie. Każdy wie, że zawsze jest zarządca, skarbnik, klasowy śmieszek czy, na przykład, indywidualista. Każdy pełni jakąś rolę, ale też każdy musi się tolerować! Między ludźmi dochodzi do kłótni. Jednak potrafimy to obejść i się dogadać. Czemu psy też tak nie mogą? Wychodzę z założenia, że czworonogi nie muszą się uwielbiać, ale mają się tolerować! Nie zawsze to wychodzi. Każdy pies ma innych charakter i temperament. To od Nas właścicieli zależy jak przebiegnie spotkanie, bo to my wychowujemy swoich Podopiecznych. Nitro obrywał po głowie za chęć narzucenia innemu psu swojego zdania. To samo tyczy się teraz Haliny. Za odwołanie czy ładne przywitanie się z pieskiem są chwalone i nagradzane. Jednak nie każdy wyznaje i praktykuje to podejście. Większość psów, które biegają luzem nie jest odwołalna nawet w 70%. Właściciele tych czworonogów jednak twierdzą, że ich Psiaki są pozytywnie nastawione i nie zaczepiają innych. Może faktycznie tak jest... ja wolę tego nie testować na swoich. Czemu Oni nie zapytają się czy ich psiak może podejść? Wystarczyłoby zwykłe pytanie... Przeważnie niestety takie psy, to czworonogi wypuszczone z bloku, od małego nauczone, że energię mogą spożytkować tylko przez zabawę z psem. Jak długo Wy dalibyście radę męczyć się w ten sam sposób każdego dnia? Nie odczulibyście monotonii? Jeszcze kwestia tego, że takie osobniki spuszczone ze smyczy szukają sobie same zajęcia i to nie koniecznie wspólnej zabawy z Twoim Pupilkiem... Właściciele tego nie rozumieją niestety. Nie zapewniają psu odpowiedniej dawki ruchu, nie trenują go żeby go lepiej poznać, nie bawią się wspólnie, ba! niektórym nawet nie przyjdzie to do głowy. Nie twierdzę, że zabawa z innymi psami jest zła, o nie! Chodzi o to żeby znaleźć równowagę. Im więcej przepracujesz z psem, im bardziej go poznasz tym lepiej będziesz go odczytywać i zyskasz jego zaufanie. Wtedy możesz psa odpiąć, bo On podąży za Tobą i nawet jeśli jakaś głupota mu strzeli do głowy, to będziesz wiedział kiedy i z pewnością go odwołasz. Ludzie, którzy nie spędzają czasu ze swoim psem nie znają go, nie potrafią go zrozumieć i często antropomorfizują jego zachowania. Dodam jeszcze, że stwierdzenie typu "On nic nie zrobi" naprawdę nie polepsza sytuacji i nie zwalnia z obowiązku nauki przywołania psa ;-) Ja popełniałam te błędy, jednak im dłużej mam psa, tym więcej doświadczenia zdobywam i więcej się uczę. 
Moje pieski, wiadomo, nie są idealne, ale pracujemy nad wszystkim! Z Haliną cały czas ćwiczymy poprawne witanie się z innymi oraz odwołanie. W pobliżu wody skuteczność niestety drastycznie nam spada. W innych przypadkach odnosimy powoli sukcesy! Dodatkowo dzięki ćwiczeniu z Dziewuchą, Nitro zaczął się lepiej pilnować. Nie odbiega już tak daleko, większą część spaceru potrafi przejść koło mnie w odległości do 5 metrów nie odłączając się od grupy.  
Dodaję parę zdjęć na osłodę :-) 









Jeśli jesteście innego zdania, to zapraszam do wypowiedzenia się pod postem! :-) 

Tym jakże optymistycznym wpisem zaczynam weekend :-) Liczę, że Wy również spędzicie swój równie owocnie jak my! 


pzdr
O&N&H

12 komentarzy:

  1. Zgadzam się, to niestety dość częsty problem i słowa, jakie można usłyszeć od innych właścicieli. Dla nas jest to o tyle problemowe, że ciągle walczę o mniejszą reakcję mojego psa na inne psy, a kiedy podbiega do nas pies dla mojego jest to bardzo trudna sytuacja, szczególnie kiedy ten drugi zaczepia do zabawy. Mojemu zdarzyło się uciec kilka razy do psa i nie tylko, ale czasami po prostu muszę zaryzykować. Niestety ciągle ubolewam nad odwołaniem i nie wiem czy tylko ostateczna metoda nie będzie w stanie załatwić problemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostateczna metoda? Tzn?
      Zawsze można użyć żółtej wstążki, ale niewiele osób wie jakie ma ona znaczenie. Z Emetem i tak zrobiłaś spory postęp, jednak wiem, że podbieganie drugiego psa może przeszkadzać w osiągnięciu celu. Myślę, że częste spacery z innymi psami i ćwiczenia przy nich mogłyby pomóc, ale z tego co wiem i tak to robicie z Emeciątkiem ;-) Trzymam cały czas za Was kciuki!

      pzdr
      O&N&H

      Usuń
  2. J się boję właścicieli luźno biegających psów. Mam swojego, do niego pewne ograniczone fundusze i nie mam pieniędzy na szycie go bo jakiś burek postanowi spuścić mu łomot. Na smyczy też jest źle, zwłaszcza kiedy biegamy- Giro jest w trybie "pracuję- nie przeszkadzać" i potrafi na prawdę niemiło zareagować na przybiegającego luzem psa. A właściciel zwykle jest kilometr dalej lub warczące na siebie psy kwituje "niech go ugryzie, przynajmniej będzie wiedział"…
    Według mnie to ogromny problem, mam nawet psy, które już znam i wieję gdzie pieprz rośnie jak tylko je zobaczę. Niestety to jest jedna z wielu rzeczy jakie są spowodowane przez kupowanie psów przez debili.. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcześniej obawiałam się, tak jak Ty, że to Nitro oberwie i będę go musiała szyć... Teraz jednak mając Halinę boję się głównie o to, że to Ona nie wytrzyma i wreszcie porządnie się obroni.... A nie chciałabym żeby do takie sytuacji doszło, bo nie chcę żeby ktoś musiał szyć swojego psa przez mojego... jednak ostatnia sytuacja mnie przekonała, że mój pies powinien się umieć obronić- trzymać drugiego psa na bezpieczny dystans, bo co ja zrobię jak ja będę psa odwoływać czy odciągać na smyczy jak drugi i tak mi go pogryzie i będę musiała szyć Halinę i tak? To jest zamknięte koło, a rozwiązanie wszystkich takich sytuacji jest proste- odwołanie.
      Co do pracy na smyczy- do Nitra mogą podchodzić, Halina raczej olewa psy, ale jak ktoś zaczyna się jej narzucać to warknie.
      Wyobraź sobie, że ten tekst ("niech go ugryzie, przynajmniej będzie wiedział") ostatnio w parku usłyszałam, przy jednej takie sytuacji. Powiedziałam wtedy Panu żeby psa odwołał, On skwitował moją wypowiedź tym "niech go ugryzie..." Na moje, że jak ugryzie to nie puści, się zreflektował i zaczął psa przywoływać. Tyle, że piesek miał wyłożone na Pana i zaczął mi się szczerzyć na Nitra. Potem usłyszałam, że mam się nie bać, bo On nie gryzie... -.-' Na szczęście moje oba psy przyszły od razu do mnie.
      Co do psów przed którymi uciekam.... Też mam takie niestety...

      Usuń
    2. ja nie chcę żeby Giro się bronił bo w konfrontacji z owczarkiem albo labradorem (to moim zdaniem zdecydowani faworyci hasania samopas!) mógłby tego nie przeżyć. Noszę sobie gaz albo karabińczyk od liny i zdarzyło mi się parę razy użyć takich metod. Jestem przeciwnikiem bicia i krzywdzenia psa ale mój pies będzie moim priorytetem i zrobię wszystko żeby nic mu się nie stało. A jak się gazem potraktuje takiego owczarka to dopiero jest cyrk z właścicielem! Raz zawołał straż miejską aż i… dostał mandat że ma agresywnego psa bez smyczy. Znowu powiem- ludzie to debile! :D

      Usuń
    3. Mi się zdarzyło, owszem, parę razy uderzyć obcego psa smyczą, bo zwyczajnie nie było innej opcji, a Właściciela w ogóle nie widziałam.
      Co do obrony, to faktycznie Giro miałby marne szanse w starciu z owczarkiem. Moi faworyci puszczania luzem to yorki albo inne małe, ujadające kundelki. Owczarków mam mało na osiedlu, a psy Labradory tak samo jak Husky staram się omijać bez względu na to czy biegają luzem (przeważnie tak jest) czy są na smyczy. Nie jest to tajemnicą, że psy, które uchodzą za rasy przyjazne typu Labki czy Goldeny biegają przeważnie luzem, bo takie nic złego nie zrobią... Ludziom pewnie nie, ale dużo razy musiałam Nitra od takich psów odwoływać i wręcz czasem z Nim uciekać, bo tamte szły za nami szukając zaczepki ...

      Usuń
  3. Cieszę się, że ktoś to jeszcze postrzega tak samo:) Riko ma fazę atakowania wszystkich psów na smyczy; bardzo ciężko pracujemy, żeby mu to wybić z głowy, a psy podbiegające luzem dzięki swoim właścicielom, którzy nie są w stanie na nie wpłynąć psują nam tę pracę w 5sekund. Na tym etapie, mój pies się nie bawi z innymi psami, jedyne co go interesuje to spina, zdominowanie drugiego psa i "bycie górą". Odpala się w ułamku sekundy. Ile mniej miałabym stresu, gdyby ludzie w mej zapsionej okolicy znali "sawułarwiwr" i zapinali swoje czteryłapy na smycz choćby na czas wyminięcia się z nami, ile to jest 1-2minuty? Nie zapinają, głównie dlatego, że nie są w stanie przywołać swoich psów najczęściej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie są w stanie ich przywołać albo jest im zwyczajnie wygodniej nie prowadzić psa na smyczy, bo bez niej pies ich nie ciągnie.
      Mogłabyś zastosować żółtą wstążkę, ale mało osób wie o co w tym chodzi. Zauważyłam, że ludziom też ciężko jest zrozumieć, że ktoś pracuje z psem i nawet im do głowy nie przyjdzie żeby odwołać psa w trakcie treningu czy zabawy innego Pupila ze swoim Właścicielem. Mówię tu o obojętnie jakim rodzaju treningu, na smyczy czy bez niej... Nauka jest nauką i dobrze by było gdyby pies się skupił na Właścicielu, a nie na obcym psiaku... Nie byłoby problemu gdyby zapytać się czy psiaki się mogą poznać albo czy można podejść... Czasem wystarczy tak niewiele

      Usuń
  4. Zostałaś nominowana do LBA. Więcej informacji znajdziesz tu: kundelekwiki.blogspot.com
    PS. Bloga daję do obserwowanych.
    Małgorzata&Wiki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za nominację :-) następny post będzie z odpowiedziami :-D

      Usuń
  5. Dla mnie to 'on nic nie zrobi' to tylko sygnał ostrzegawczy, że muszę uważnie obserwować tego psa i raczej po zachowaniu psa oceniam czy właściciel to mówi świadomie czy to tylko taki slogan powtarzany wkółko. Wiele razy już miałem taką sytuację, że na początku było 'on nic nie zrobi' a potem się okazywało się coś zupełnie innego. To mnie w sumie nauczyło dużo asertywności - bo jak widzę że pies się spina to mówię, że zabrali swojego psa.

    Druga strona medalu jest taka, że przecież ludzie nie muszą się znać tak dobrze na behawiorze psów jak ja, czy jak jakiś miłośnik tego tematu, dlatego ludzie popełniają wiele błędów wychowawczo-szkoleniowych na spacerach i w domach - no ale jak to się mówi, kupując psa nikt nie dawał instrukcji obsługi :)

    Pozdrawiam
    Michał
    http://www.szkola-doberman.pl/

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam Kangala. Ja tak mówię: "On nic nie zrobi". Ale tylko, jak drugi pies jest mały. Takie małe mogą szczekać, ujadać i nawet podgryzać mojego, wtedy mój przestaje traktować je jak kumpli i zaczyna traktować jak powietrze. Bo na spacerze nie warto się wygłupić i gdzieś szczeknąć niepotrzebnie, bo się wtedy spacer może skończyć, a tego by mój zwierz nie chciał.

    Niestety nie przychodzi na zawołanie. Tutaj poległam. Dlatego spacery są ze smyczą. Aczkolwiek są miejsca parkowe gdzie jest dużo psich kumpli i biega wolno. Nie zawołam go, ale w razie potrzeby mogę kazać stać spokojnie, nawet jeśli coś się na niego rzuci i gryzie, to stoi i czeka aż zwolnię lub przyjdę i zapnę smycz.

    OdpowiedzUsuń