poniedziałek, 23 lutego 2015

Nie zatrzymujemy się ani na chwilę!

Już nie potrafię sobie wyobrazić weekendu gdzie nic nie robię przez całe dwa dni. U nas to jest chyba normalne, że od piątku do niedzieli dzieje się przeważnie najwięcej, a potem nastają dni pełne relax'u (dla psa) aż do następnego wolnego. Mogę śmiało napisać, że zaczynam już dzielić tydzień na dni pracujące i pieskie. Czy mi to przeszkadza? W ogóle! To świetna rzecz, bo często nie mogę się doczekać tego co czeka na mnie i Nitra! Szczególnie jak mamy tak "zapracowany" weekend jak ostatnio :-) 
Już w zeszły poniedziałek wiedziałam co będziemy robić. Czekało nas wiele atrakcji, dużo terenów do zdobycia, parę piesków do poznania. Zapowiadało się cudnie i w istocie tak było! 
Z racji tego,  że mieliśmy wyjścia codziennie (piątek, sobota, niedziela) dzisiaj zajmę się tymi spacerowymi, a sobotnie opiszę w poście, który zamierzam opublikować w środę. 

Zacznijmy moją opowieść od tego, że po pojawieniu się naszego pierwszego filmiku na YT dostałam propozycję miejskiego spaceru od pewnej pary, która adoptowała dwa psiaki- Aronię i Rebusa. Razem z Chłopakami od Reagana i Mordki uzgodniliśmy, że pomysł nam się podoba i z chęcią się wybierzemy wspólnie na przechadzkę. Termin: piątek 17.00 

Spotkaliśmy się o ustalonej porze i dziarskim krokiem wyruszyliśmy w stronę Wrocławskiego Rynku. Wyobrażacie sobie pięć osób i tyle samo psów idących chodnikiem obok siebie? Przyciągaliśmy liczne spojrzenia. Nie jestem tylko do końca pewna co było w nas takiego niesamowitego. Może ktoś ma jakiś pomysł?
W każdym razie jak już dotarliśmy do celu, słońce zaszło, rynek jak zwykle był pięknie oświetlony, a my w tym klimacie przemierzaliśmy go ze swoimi czworonożnymi towarzyszami. To był przyjemny spacer. Polecam! 
Potem powoli w stronę startu. Ogółem wróciliśmy po dwóch godzinach spaceru szczęśliwi, a niektórzy i zmęczeni. 

Aronka
Rebus
Rebus i Aronia (przed startem) 
Przygotowanie do grupowego zdjęcia
Takie o grupowe wyszło :-)
Po spacerze na ostatnich siłach zabawa mopem 

Trasa


Spacer udał się i to bardzo! Poznaliśmy nowych, fantastycznych ludzi i ich wspaniałych pupili, zwiedziliśmy Rynek z psami (niektóre z nich były tam pierwszy raz w życiu) oraz przypomniałam Nitrowi, że przejście podziemne nie jest takie straszne jak się je pokonuje ze znajomymi i pasztetem pod nosem ;-) 

Piątek wypadł świetnie! Co natomiast z niedzielą? Otóż nie udało się nam być na psim spacerze, na którym czworonogi z właścicielami zdobywały Kilimandżaro. Postanowiliśmy to nadrobić razem z Reaganem i Mordką. Nie będziemy przecież gorsi ;-) 
Standardowo zbiórka o 9.00 ( znowu byłam na czas!). Następnie piechy w tramwaj i do Szczytnickiego, potem w stronę Morskiego Oka i już jesteśmy pod górą, w sumie górką, właściwie góreczką. Szczyt zdobyliśmy w około 20 sekund i .... tyle było tego szału. Potem na dół, na wały, a tam, uwaga (!), zawody w bieganiu. To nam się udało. Całą trasę do pętli towarzyszyli nam biegacze. O dziwo nikt nie panikował, że psy są na torze oraz nikt się nas nie spytał jak się tam znaleźliśmy. Byliśmy czymś w stylu tła, nikt się nie zdziwił, że idziemy. Za to my się dziwiliśmy, że tyle ludzi biega w kółko. Jak widać miało być zdobywanie szczytu, a był mini-maraton. Całkiem zabawnie wyszło ;-)
Kierując się w stronę tramwaju piechy spotkały lwa... ze styropianu, a Nitro się zakochał ze wzajemnością. Taki to był dzień pełen wrażeń! 

Lew ze styropianu
Miłości ma stój! (Kojot i Nitro) 

Trasa
Ja już wiem co będę robić w następny weekend, a Wy macie jakieś plany? 

Zaglądajcie w środę, będzie relacja z pierwszego  Biegu na Sześć Łap we Wrocławiu

pozdrawiamy
Ola&Nitro
zdjęcia by M.B.  (vonski.pl)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz