poniedziałek, 22 września 2014

Towarzysz part II

Nie ważne którego dnia się to wydarzyło, nie ważne kto był świadkiem, nie ważne jest również jaka była pogoda. Ważne natomiast jest to, że wreszcie się udało! Ludzie się uczą, jedni szybciej, jedni wolniej, ale się uczą.

W zeszłym tygodniu wstałam lewą nogą z łóżka. Poszłam do parku i nie chciałam nikogo widzieć. Mój plan: pójść, potrenować z psem, wrócić. Zajęłam ławkę pośrodku ścieżki, którą normalnie nikt nie chodzi i zajęłam się mym psiakiem. Szło dobrze, do czasu....

Jak pewnie pamiętacie do parku przychodzi pies- Towarzysz, który nie jest wychowany. Pupil jest odpinany ze smyczy przy wejściu, a potem robi co mu się podoba, a Właścicielka umywa ręce. 

Tego dnia pojawił się znikąd. Nagle wyrósł na środku ścieżki. Przywołałam Nitrulę do nogi. Chłopak usiadł grzecznie i czekał, a tamten do nas dreptał powoli. Właścicielka trzy razy go zawołała, a potem nic- poszła sobie dalej. Niewiele myśląc pozwoliłam Nitrowi podejść do Towarzysza. W najgorszym wypadku tamten byłby poszkodowany, bo o Nitra się nie boje, umie sobie chłopak poradzić nie robiąc przy tym nikomu krzywdy. Tak czekałam co się stanie. Panowie krążyli i warczeli, a ja szukałam owej Właścicielki. Zobaczyłam ją po drugie stronie ścieżki na której byliśmy. Stała schowana w cieniu tak żebym jej przypadkiem nie zobaczyła i się gapiła, psa w ogóle nie wołała. To mnie dopiero zdenerwowało! Stać i się gapić jak mój pies musi odstraszać jej czworonoga, bo tamten chce się na niego rzucić. O nie! Podeszłam do psów. Powiedziałam sobie: jak nie teraz to nigdy! Stanęłam przed Towarzyszem i używając psiej mowy pokazałam mu, że to nie są żarty. Niskim, stanowczym tonem oznajmiłam, że ma odejść, bo źle się to dla niego skończy. Nitrowi w międzyczasie rzuciłam piłkę do szukania (o wiele lepiej jest biec za piłką niż kogoś straszyć, prawda?). Towarzysz chyba się przestraszył, bo wystarczyło, że zrobiłam krok do przodu, a On uciekł wprost do Właścicielki. Nitro niczego nieświadom cały czas szukał zabawki, a ja nie zastanawiając się krzyknęłam do owej Pani, nasz dialog wyglądał mniej więcej tak:

Ja: Następnym razem niech Pani przychodzi po psa albo niech go Pani na smyczy prowadzi!
Pani: Mi się wydaje, że jak podejdę to będzie gorzej.
J: Mnie nie obchodzi co się Pani wydaje! Nie życzę sobie żeby podchodził do Nitra. Pani pies ma być na smyczy! 

Pani się odwróciła i sobie poszła pewnie zła, że w ogóle zareagowałam. Później tego dnia jej nie widziałam. Przeanalizowałam jednak całą sytuację i doszłam do wniosku, że źle postąpiłam. Nie powinnam podchodzić do Towarzysza, bo już raz próbował mnie ugryźć, dwa razy ugryzł już wcześniej Nitra. Na szczęście, tym razem, nic się nie stało. Wyciągnęłam naukę z tego wydarzenia i uwaga(!), nie tylko ja. Od tamtego czasu jak jestem w parku to Towarzysz jest na smyczy! Uwierzycie w to? Mój problem został rozwiązany, ale tylko mój. Podobno jak mnie nie ma to tamten gania tak jak ganiał. Naukę jednak Właścicielka odebrała- unika mnie teraz jak ognia, a ja mogę bezstresowo chodzić po parku :)

A Wy macie jakieś spacerowe przygody? Może widzieliście jakieś podobne sytuacje?

pzdr
Ola&Nitro

2 komentarze:

  1. Fajnie, że skończyły się Twoje problemy z Towarzyszem, szkoda natomiast, że jego właścicielka nie wyciągnęła z tego (i poprzednich) zdarzeń bardziej znaczącej nauki niż to, że należy Cię unikać. Przypuszczam, że Towarzysz przy odrobinie wysiłku włożonego w odpowiednie wychowanie i trening mógłby być fajnym psem...
    A co do moich historii spacerowych - wiem, że rzucasz okiem na seterowego Facebooka, więc sama wiesz, że u mnie co spacer, to przygoda. :P

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas sprawa wygląda tak, że w Bohunie tkwi jakaś powinność obrony, dlatego czasem warczy na psy i niektórych "podejrzanych" ludzi. Dlatego jak często wyskakują do nas znikąd duże psy bez opieki, ja wysuwam się na przód i każę tym psom po prostu odejść. To wymaga wypracowania pewnej postawy i tonu, ale jeszcze mnie nie zawiodło. Nie pozwolę skrzywdzić mojego psa i nie chcę utrwalać w nim tego przeświadczenia, że musi przejąć kontrolę, bo ja jestem słabsza. Dobrze, że już macie spokój :)

    OdpowiedzUsuń